Ale nie ma tego złego!
By te moje ogryzki choć trochę uwidocznić i podkreślić, testuję z lubością tusze do rzęs.
Przez dłuższy czas moim faworytem był Maybelline Volum Express Curved Brush (kocham tą szczoteczkę!), potem były 'grubsze czasy' i używałam z powodzeniem osławionego Colossala.
Nastał jednak ponownie czas oszczędzania i w związku z tym postanowiłam przetestować któryś z tuszy Wibo.
Po oczytaniu się, naoglądaniu setek zdjęć, wybór padł na Growing Lashes!
Producent głosi :
Najnowszej generacji maskara aktywnie wzmacnia i wydłuża rzęsy oraz stymuluje ich wzrost.
Zawarte w formule odżywcze proteiny jedwabiu, D-Panthenol i kolagen dodatkowo wzmacniają, regenerują, chronią i pielęgnują osłabione torebki włosowe a unikalne peptydy wspomagają naturalny wzrost rzęs.
Uff, sporo obietnic jak na taki niepozorny tusz, prawda?
Jak już pisałam - rzęsy mam lichutkie. Do tego są ostatnio dość słabe i wypadają.
Nie miałam złudzeń - maskara nie jest w stanie poprawić ich stanu i stymulować wzrost. Tym samym uniknęłam rozczarowania, albowiem w tej kwestii nie zauważyłam żadnego działania.
Growing Lashes świetnie podkreśla moje rzęsy, zagęszcza je i pogrubia.
Jednakowoż oczekiwałam znaczniejszego wydłużenia - tutaj jest ono o najwyżej umiarkowane - w tej materii spisuje się więc średnio.
Podobnie jest z trwałością.
Pod koniec dnia tusz lubi się osypać, co dodatkowo ujmuje rzęsom wydłużenia..
Zrezygnowałam również z tuszowania dolnych rzęs - bywało, że po większym wysiłku, dolna powieka była lekko przybrudzona. Bardzo tego nie lubię..
Co więc zatem jest tak unikalnego w tym tuszu?
SZCZOTECZKA!
Jest to dla mnie kompletna nowość! Ja, zatwardziała zwolenniczka tradycyjnych szczoteczek, podchodziłam do tego gumowego cudaka z dużą rezerwą.
Przyjrzyjmy się bliżej :
Jak widać, szczoteczka to właściwie pałeczka z wieloma malutkimi, gumowymi ząbkami.
Jak coś takiego może stworzyć z rzęs firanki? Otóż może i tworzy!
Właśnie te malizny łapią każdą rzęsę, dokładnie pokrywają ją tuszem a przy tym i-de-al-nie wręcz rozczesują!
To chyba pierwszy tusz, po którego aplikacji ani razu nie użyłam grzebyka do rozdzielenia sklejonych rzęs.
Nakładam drugą warstwę - żaden problem, żadnego sklejania!
Specjalnie na potrzeby recenzji starałam się uchwycić efekt na moich rzęsach.
Nie jest to łatwe, wydaje mi się, że w rzeczywistości jest sto razy lepiej..
Nie no, wierzcie mi, lajf jest bardziej 'wow'.. zdjęcia robiłam wczoraj wieczorem, więc tusz odrobinę wykruszył się już na kocówkach..
No nic, grunt, że widać, że coś tam jednak mam ;-)
Tusz jest całkiem wydajny, mam go ponad 3 miesiące i wbrew temu co czytałam, nie wysechł.
Dostępny jest tylko w Rossmanie, za 9zł (chyba z kawałkiem, ale na pewno nie więcej niż 10zł).
Podsumowując :
Plusy
~ świetne podkreślenie i pogrubienie rzęs
~ fantastyczna gumowa szczoteczka
~ idealne rozdzielenie rzęs
~ wydajność
~ dostępność i cena
Minusy
~ lekkie osypywanie się pod koniec dnia
~ umiarkowane wydłużenie
Ja na pewno kupię kolejne opakowanie!
A Wy - znacie ten tusz? Jakie macie o nim zdanie?
