Kupuję w Biedronce i nie dam sobie wmówić, że jestem przez to gorsza! A paru już próbowało...
Mam grono ulubionych biedronkowych produktów, które co jakiś czas się powiększa.
Dziś krótki rzut oka na
płatki kosmetyczne Carea.
Opinia będzie jednak nie do końca pozytywna. Czytajcie dalej.
Płatki Carea z powodzeniem zastąpiły mi stosowane do tej pory Cleanic, są dużo tańsze a jakością nie odbiegają od droższych.
Mają odpowiednią grubość i miękkość.
Nie są co prawda puszyste, ale też kontakt z twarzą nie jest nieprzyjemny.
Ich brzegi są zgrzane otoczką z malutkich kropeczek, dzięki czemu nie rozwarstwiają się nawet przy intensywnym użytkowaniu - to dla mnie bardzo istotne!
Płatki są dwustronne - strona z wytłoczonym logo Carea jest ostrzejsza i sztywniejsza - nada się do ścierania maseczek, peelingów a także do demakijażu.
Strona gładka jest zdecydowanie delikatniejsza i to ją stosuję w pierwszej kolejności. Jeżeli płatek nadaje się do ponownego użycia, mogę przetrzeć się stroną wytłoczoną, która jest już wtedy przyjemniejsza, miększa.
Dlaczego moja opinia o nich nie jest do końca pozytywna?
Otóż do wersji Classic nie mam absolutnie żadnych zastrzeżeń - używam jej cały czas, spełnia wszystkie moje oczekiwania.
Wersja Aloe Vera.. podrażniła mnie! Nie spodziewałam się, że już po pierwszym użyciu, skóra (szczególnie na policzkach) zacznie mnie piec, szczypać, palić, zaczerwieni się i boleśnie wręcz się ściągnie! Byłam bardzo niemile zaskoczona - obwiniam płatki, gdyż po ich 'odstawieniu' wszystko wróciło do normy.
Także lojalnie ostrzegam - to, czym płatki są nasączone (kto tam wie, czy ma to coś wspólnego z aloesem..), może uczulić!
Wersji Classic nie porzucę!
Dostępne w Biedronce, w cenie bodajże 2,49zł za 120 płatków.